83. rocznica likwidacji getta w Zwoleniu




Tragiczny koniec lokalnej społeczności żydowskiej.

29 września 1942 roku niemieckie władze okupacyjne rozpoczęły brutalną likwidację getta w Zwoleniu. Był to ostateczny punkt zwrotny w wielowiekowej historii zwoleńskich Żydów, wpisany w realizację planu zagłady w ramach Akcji Reinhardt.

Początki prześladowań i utworzenie getta

Sytuacja ludności żydowskiej w Zwoleniu stała się tragiczna już w pierwszych latach wojny. Wkrótce po wkroczeniu do miasta żołnierze niemieccy spalili w jednej ze stodół kilkunastu Żydów. Zniszczoną we wrześniu 1939 roku synagogę rozebrano, wprowadzając jednoczesny zakaz praktyk religijnych, a także stosując grabieże dobytku i przymusowe roboty.

W 1941 roku okupanci utworzyli w Zwoleniu getto, obejmujące obszar w południowej części miasta, które ze względu na wojenne zniszczenia nie było ogrodzone. Zgromadzono w nim zarówno stałych mieszkańców, jak i tysiące osób przesiedlonych z okolicznych miejscowości, takich jak Pionki, Garbatka, Gniewoszów i Sarnów. W szczytowym momencie, przed likwidacją, getto skupiało od 6 000 do 11 000 osób. Panujący w nim skrajny głód zmuszał mieszkańców do ryzykownych wypraw po żywność poza wyznaczone granice, co często kończyło się śmiercią. Ponadto w 1942 roku część młodych kobiet i mężczyzn wyselekcjonowano i wysłano do obozu pracy w Skarżysku-Kamiennej, a pozostałych zaczęte wywozić do obozów koncentracyjnych mniejszymi grupami.

Przebieg likwidacji getta i relacja świadka

Akcja likwidacyjna rozpoczęła się 29 września 1942 roku – dokładnie dwa dni po upadku getta w Kozienicach. Wstrząsający obraz tych wydarzeń zachował się we wspomnieniach Mosze Flumenbauma, zwoleńskiego krawca, który cudem przeżył tragedię. Jak relacjonował, miasto od wieczora żyło w paraliżującym strachu otoczone przez SS-manów, a całą noc słychać było pojedyncze, krótkie strzały.

O godzinie szóstej rano zawyły syreny, które nie były alarmem pożarowym, lecz wezwaniem do natychmiastowego opuszczenia domów. W chaosie i zamęcie przerażeni ludzie wybiegali na ulice:

Zewsząd wybiegali ludzie: matki tulące niemowlęta, starcy wspierający się na drżących nogach, młodzi z walizkami i tobołkami […] Wszyscy, prowadzeni rozkazami i krzykami, kierowali się w stronę Rynku. Tam czekał już kordon żandarmów, SS-manów i ukraińskich kolaborantów. Tych, którzy nie mogli biec, którzy się potknęli, którzy obejrzeli się za siebie — zabijano bez litości.

Na Rynku gromadzono całą ludność, eliminując po drodze oraz na zwoleńskim kirkucie osoby chore, starsze, dzieci oraz próby ucieczek – łącznie zamordowano w ten sposób ponad 200 osób. Mimo śmiertelnego zagrożenia, grupa lokalnych Polaków ze Zwolenia, w tym ówczesny proboszcz, udzieliła pomocy uciekinierom.

Marsz śmierci i zagłady w Treblince

Po kilku godzinach spędzonych w tłoku i upokorzeniu, z uformowanej kolumny wypędzono ocalałych w kierunku stacji kolejowej w Garbatce-Letnisku, oddalonej o kilkanaście kilometrów. Tak opisywał opuszczone miasto Mosze Flumenbaum:

Miasto wyglądało, jakby przeszło przez nie tornado śmierci. Żydowskie domy — puste, milczące, z otwartymi na oścież drzwiami i oknami — stały jak wyrwane z życia. Na ulicach walały się porzucone rzeczy: pościel, garnki, dziecięce zabawki. Wszystko przemieszane z ciałami zamordowanych.

W Garbatce-Letnisku wycieńczonych ludzi pociągnięto w nieludzkich warunkach do wagonów towarowych i przewieziono do obozu zagłady w Treblince, gdzie niemal wszyscy zostali zamordowani w komorach gazowych tuż po przyjeździe. Tym sposobem wielowiekowa historia społeczności żydowskiej w Zwoleniu przestała istnieć, a miasto zostało oficjalnie ogłoszone jako Judenrein (wolne od Żydów). W 1944 roku okupanci przystąpili do niszczenia śladów popełnionych zbrodni na terenie kirkutu.

Źródło: Muzeum Regionalne w Zwoleniu; Death Camps; Instytut Pamięci Narodowej – Delegatura w Radomiu.




Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.